Z czym to się je:
o z tym!
Weszła do domu. Ściągnęła płaszcz i powiesiła go na wieszaku. Powoli, schodami, trafiła na piętro. Przeszła korytarzem. Weszła do swojego pokoju. Ściany były koloru waniliowego, na dębowych panelach leżał biały, miękki dywan. Podeszła do biurka, zabrała z niego białego laptopa. Usiadła na łóżku. Nacisnęła guzik "POWER". Włączyła gadu-gadu:
- "Michał, mam doła..."-
- "O co chodzi? Mi możesz powiedzieć?"
Zabrała się do pisania wiadomości. Michał był jej najlepszym przyjacielem. Zwracała się zawsze do niego po poradę, bo wiedziała, że wszystko ocenia sprawiedliwie. Poza tym oceniał całą sytuację męskim okiem, co dawało jej nowy pogląd na sprawę.
- "Pamiętasz jak opowiadałam Ci o tym Tomku? No więc, okazało się, że to on jest tym drugim uczniem na angielskim. Dzisiaj chciał mnie odprowadzić do domu, ale nie dałam rady. Unikałam jego prób nawiązania kontaktu ze mną..."
- "Co jest? Przecież jesteś w nim zakochana... czemu go ciągle odtrącasz?"
- "Nie wiem... pamiętasz jak było z Adamem? Kochałam go, ufałam mu bezgranicznie a on mnie zranił. Boje się, że to się znowu powtórzy... wiesz jaki mam pogląd na sprawy miłosne?"
- "Niestety wiem... albo ta jedyna..."
- "... albo żadna! Dokładnie!"
- "Według mnie to nie jest odpowiednie podejście. Daj mu szansę! Myślę, że to porządny chłopak, powinnaś spróbować..."
- "Sama nie wiem... "
- "Ja Ci dam nie wiem! Miłość sama sobie drzwi nie otworzy! Zwłaszcza, że zamknęłaś je na klucz i dodatkowe zamki!"
- "No dobra, już dobra! Zobaczymy co z tego wyjdzie! Podniosłeś mnie na duchu, dzięki!"
- "Zawsze do usług! Idę jeszcze powkuwać matmę, trzymaj się tam!"
- "Dzięki za rozmowę, jesteś kochany!Papa!" Odetchnęła. Michał zawsze potrafi podnieść ją na duchu.
***
- Co ty robisz tyle czasu w tej łazience?! - krzyknęła lekko podenerwowana mama.
- Jeszcze chwileczkę! Proszę! - odkrzyknęła Anka. Właśnie podkręcała sobie rzęsy. To dzisiaj miała zamiar dać szansę miłości, a miłości trzeba trochę pomóc, np. poprawiając jeszcze włosy.
- "Ze spinką czy bez? Z czy bez? Hmmm..."
Zdecydowała, że postawi na naturalność, czyli zero spinek. Ostatni raz popsikała się perfumem, wysłała buziaka do lustra i gotowe.
- Ania? Czy to Ty? Nie poznaję Cię! W każdym razie, jedźmy już na ten angielski! Jeszcze chwila spóźnienia i nie wejdziesz do sali!
Wsiadła do samochodu. Dojechała do budynku Szkoły Językowej. Wysiadła z auta, pobiegła do drzwi wejściowych. Przeszła przez korytarz, doszła do sali. Weszła. Tomek już czekał.
- "O-mój-Boże!" - pomyślał. Wyglądała przepięknie... jak anioł. Do nozdrzy wdarł mu się zapach jej przecudnych perfum.
- Przepraszam za spóźnienie! Witaj Tomku! - powiedziała i uśmiechnęła się jak najsłodziej potrafiła. Usiadła na miejsce. Dzisiaj powtarzali czas Present Perfect. Po lekcji, Tomek znowu się zapytał:
- Wracamy razem?
- Czemu nie! Jeżeli masz chwilkę, to moglibyśmy zajrzeć do lodziarni...
- Świetny pomysł! Wyszli z budynku. Nie mógł oderwać od niej wzroku. Tak bardzo pragnął ją teraz pocałować...
- Zaraz zapali się czerwone światło! Szybko! - powiedziała Ania i złapała go za rękę. Po ciele obojga przeszedł dreszcz. Na zmianę odczuwali ciepło i zimno. To było cudowne...
- Nie puszczaj...- powiedział w błogim zamyśleniu Tomek. Anna zarumieniła się.
- To znaczy jak chcesz... wybacz zamyśliłem się, nie wiem co gadam...- powiedział po chwili zmieszany.
- Nic się nie stało... to słodkie - zaśmiała się, jednak nie puściła jego ręki. Ścisnął mocniej jej delikatną dłoń. Chciał, żeby ta chwila trwała wiecznie. Szli wolnym krokiem i patrzyli się na siebie. W tym całym zamyśleniu, nie zauważyli małego chłopca, który biegł prosto na nich. Przewrócili się. Jednak po chwili szybko wstali cali czerwoni.
- Ee... Lodziarnia jest już za rogiem. - wydukała Ania. Doszli do owej lodziarni i zaczęli wybierać lody.
- Dla mnie czekoladowe, a dla tej pięknej pani...
- ...jabłkowo-truskawkowe! - powiedziała z entuzjazmem.
- Ja płacę!
- Chyba zwariowałeś! Oczywiście, że to ja zapłacę!
- Nie ma mowy... - powiedział Tomek i podał banknot sprzedawcy.
- Uparty jesteś! - powiedziała udawając złość zielonooka.Wzięli lody w rękę i poszli do parku.
cdn...